Wiadomości na temat utworów Norwida
Jakże żałosne i jak „ironicznie" pogmatwane są losy najambitniejszych dramatów Norwida: i tych, co doszły do naszych rąk pokruszone i poszczerbione, bez środka lub końca, a potem padły ofiarą fałszywej rekonstrukcji, i tych nawet, co doszły w całości, ale których nie zrozumiano i nie umiano właściwie zinterpretować. Najwymowniejszym przykładem pierwszej grupy jest fantazja Za kulisami; najwymowniejszym przykładem drugiej — Pierścień Wielkiej-Damy, dramat noszący w podtytule i we wstępie wyraźną wskazówkę, że to „tragedia", ale stale i konsekwentnie interpretowany jako komediodrama z happy endem (!). Nieporozumienia z Pierścieniem zaczęły się już w roku 1938, od pierwszej inscenizacji warszawskiej, dokonanej w półtrzecia roku po jego opublikowaniu przez Miriama. „Dzieło Norwida nie jest tragedią ani białą, ani czarną, i w ogóle nie jest tragedią w zwykłym pojęciu tego słowa — pisał wtedy jeden z recenzentów warszawskich. — Jest to melodramat, sztuka detektywistyczna, co kto chce, tylko nie tragedia."