Wiadomości na temat utworów Norwida

Otóż Smolik, zobaczywszy u mnie lipskie wydanie Dziadka, tak się do niego zapalił, że przez dłuższy czas proponował mi rozmaite dzieła na wymianę. Trzymałem się twardo i stale odmawiałem, on jednak nie rezygnował i w końcu rzucił na szalę nie książkę już, ale coś najzupełniej innego, czego wówczas poszukiwałem, ale czego on z kolei nie chciał się początkowo pozbywać. Była to mianowicie doskonale zakonserwowana czaszka młodej dziewczyny, potrzebna mi do ćwiczeń uniwersyteckich, którą Smolik wykopał podobno, przy pomocy Zygmunta Kisielewskiego (ojca Kisiela, a brata Jana Augusta), na jednym z cmentarzy małopolskich i o której opowiadał mi wówczas historie zupełnie w guście Hoffmanna. Te historie właśnie i ten hoffmannowski styl naszej transakcji przeważył szalę na stronę znakomitego i niezwykle zacnego bibliofila. - Quis evadet? — spytałem Smolika wręczając mu lipską edycję Dziadka. — Ja z tą czaszką czy pan z Pir-lipatą? Odpowiedzi na to pytanie udzieliło nam w rok później straszne powstanie warszawskie.